Home Sztuka przetrwaniaBezpieczeństwoBezpieczeństwo. Słowo, które dziś odmieniane jest przez wszystkie przypadki.

Bezpieczeństwo. Słowo, które dziś odmieniane jest przez wszystkie przypadki.

Personal - Defence

Jeszcze kilka lat temu kojarzyło się większości ludzi z policją na ulicy, strażakiem przy pożarze, żołnierzem na granicy albo ratownikiem w karetce. Dziś coraz częściej pojawia się w kontekście wielkiej polityki, globalnych konfliktów i programów zbrojeniowych liczonych w dziesiątkach miliardów.
W ostatnich dniach jednym z takich haseł stał się program Security Action for Europe (SAFE). W przestrzeni publicznej przedstawiany jest jako odpowiedź na niestabilność świata, rosnące zagrożenia militarne i konieczność zwiększenia zdolności obronnych Europy.

Narracja jest prosta i bardzo sugestywna: świat się sypie, wojny są coraz bliżej, a wróg może być już „pod naszymi drzwiami”. I w tym wszystkim pojawia się pytanie, które warto zadać głośno: Czy więcej pieniędzy na zbrojenia rzeczywiście oznacza więcej bezpieczeństwa?

Między realnym zagrożeniem a polityczną narracją. Nie trzeba być strategiem z NATO ani profesorem geopolityki, żeby zauważyć, że świat w ostatnich latach wyraźnie przyspieszył.
Wojna za naszą wschodnią granicą, napięcia na Bliskim Wschodzie, rywalizacja mocarstw, wyścig technologiczny w obszarze dronów, cyberwojny i sztucznej inteligencji.
Nie żyjemy w spokojnej epoce. To fakt. I każdy, kto choć trochę interesuje się bezpieczeństwem, rozumie, że Państwo musi inwestować w zdolności obronne. Nie ma armii bez sprzętu, nie ma obrony bez pieniędzy.

Ale jest jeszcze druga strona medalu, o której mówi się znacznie rzadziej. Czy samo kupowanie sprzętu rozwiązuje problem bezpieczeństwa?

Sprzęt nie walczy sam. Przez wiele lat byłem żołnierzem. Potem pracowałem przy ochronie, szkoleniach, zabezpieczeniach różnych wydarzeń. Widziałem system od środka. I jest jedna rzecz, o której każdy żołnierz powie po kilku latach służby: sprzęt to tylko narzędzie. Czołg nie walczy sam. Dron nie walczy sam. Karabin nie walczy sam. Za każdym z tych elementów stoi człowiek. Operator. Mechanik. Logistyk. Dowódca. Instruktor. I jeśli tego człowieka nie ma – albo jest słabo wyszkolony -to nawet najnowocześniejszy sprzęt świata staje się bardzo drogą dekoracją. Problem, o którym rzadko mówi się głośno.

Patrząc dziś na system służb mundurowych w Polsce i mówię to z dużą ostrożnością trudno oprzeć się wrażeniu, że nie jesteśmy w ich najlepszym momencie.
Braki kadrowe. Rotacja ludzi. Coraz mniej osób, które naprawdę chcą służyć z powołania. Coraz więcej takich, którzy przyszli po stabilną pensję, socjal i pewną emeryturę.
To nie jest zarzut wobec tych ludzi. To jest diagnoza systemu. Bo jeśli system nie przyciąga najlepszych zaczyna przyciągać tych, którzy akurat są dostępni.

A teraz pytanie… Skoro mamy problem z ludźmi… to dla kogo kupujemy ten sprzęt? a kupić jednak teraz trzeba. Kto będzie go obsługiwał? Kto będzie go serwisował? Kto będzie go używał w realnym konflikcie?

W debacie publicznej często widzimy prezentacje sprzętu, konferencje prasowe, podpisywanie kontraktów i kolejne liczby z wieloma zerami. To wygląda dobrze w telewizji. Ale bezpieczeństwo nie powstaje w studiu telewizyjnym.

Efekt „komunijnej koperty”. Czasami mam wrażenie, że w systemie bezpieczeństwa działa pewien mechanizm, który każdy z nas zna z życia. Dziecko dostaje na komunię kopertę z pieniędzmi. I nagle zaczyna kupować wszystko jak leci. Nowy telefon. Głośnik. Konsolę. Jakieś gadżety z internetu. Nie dlatego, że są potrzebne. Tylko dlatego, że pieniądze są. Tymczasem rodzice na całe to przyjęcie często musieli się zapożyczyć.

I trochę podobnie zaczyna wyglądać czasem dyskusja o bezpieczeństwie państwa. Druga sprawa to tempo rozwoju technologii. Dziś systemy wojskowe starzeją się w tempie, które jeszcze 20 lat temu było nie do pomyślenia. Drony, autonomiczne systemy walki, sztuczna inteligencja, broń energetyczna, cyberwojna. Technologia idzie do przodu jak rakieta. A kontrakty zbrojeniowe potrafią trwać dekadę. I pojawia się paradoks: sprzęt kupowany dziś, spłacany przez kolejne lata, w momencie dostawy może być już… technologicznie spóźniony.

Największa lekcja ostatniej wojny. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak naprawdę wygląda współczesna wojna, wystarczy spojrzeć na doświadczenia na Ukrainie. To konflikt, który zmienił bardzo wiele w myśleniu o bezpieczeństwie. Pokazał jedną fundamentalną rzecz:
wojnę wygrywa nie tylko sprzęt ale i też w znacznej mierze i system. System szkolenia. System logistyki. System mobilizacji. System dowodzenia. System odporności społeczeństwa.

I tu pojawia się pytanie, które mnie naprawdę interesuje. Jeśli dziś mówi się, że to „ostatni dzwonek” na wzmacnianie obronności… to warto zadać pytanie: co robiliśmy przez ostatnie lata? Wojna za naszą granicą trwa przecież nie od wczoraj. Dlaczego więc dopiero dziś pojawia się narracja o ostatnim alarmie? Czy naprawdę nie było wcześniej czasu na:
budowę systemu szkolenia rezerw, przyciągnięcie młodych operatorów i specjalistów, inwestowanie w ludzi, nie tylko w sprzęt, budowę realnej odporności społeczeństwa?

Bezpieczeństwo nie zaczyna się w chwili podpisania kontraktu na nowy system rakietowy. Bezpieczeństwo zaczyna się dużo wcześniej. W szkołach. W edukacji. W kulturze odpowiedzialności. W jakości dowodzenia. W zaufaniu między państwem a obywatelami. I w bardzo prostej rzeczy: czy ludzie wierzą, że warto służyć?

I dlatego dziś naprawdę jestem ciekaw jednej rzeczy. Odłóżmy na chwilę politykę. Odłóżmy sympatie partyjne. Odłóżmy emocje. Zostawmy tylko jedno pytanie.
Czy ogromne programy zbrojeniowe rzeczywiście zwiększą nasze bezpieczeństwo? Na pewno Tak ale popatrzmy na drugie dno. Czy może tworzą tylko poczucie bezpieczeństwa?
A może prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.

Ja przez wiele lat byłem po tej drugiej stronie systemu. Byłem żołnierzem wykonującym rozkazy. Jeździłem na misje. Zabezpieczałem ludzi w kraju. Pomagałem podczas powodzi i kryzysów. Służyliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy. Dziś patrzę na to już jako cywil. I z dużą ostrożnością obserwuję burzę, która narasta wokół Nas.

Bo bezpieczeństwo Państwa to nie jest tylko kwestia pieniędzy. To jest pytanie o system. O ludzi. O odpowiedzialność. A przede wszystkim o to, czy naprawdę wyciągamy wnioski z rzeczywistości, która dzieje się tuż obok nas.

I właśnie dlatego jestem ciekaw Waszego zdania. Jak Wy dziś oceniacie stan obronności? Czy takie programy są konieczne? Czy może problem leży zupełnie gdzie indziej?

Podobne wpisy

Zostaw komentarz