Umiejętności strzeleckie nie są miarą efektywności w ich zastosowaniu.
Dziś o efektywności strzelectwa, w kontekście ewolucji omawianej w ostatnich materiałach na moim kanale YouTube (link w kom.) – i o konsekwencjach przeprowadzki treningu z “ulicy” “na strzelnice”.
Umiejętności strzeleckie same w sobie nie są miarą efektywności użycia broni. Doskonały strzelec nie staje się automatycznie skuteczny tylko dlatego, że dobrze strzela. Efektywność zawsze jest funkcją środowiska, w którym dane umiejętności mają zostać użyte.
Operator, nawet bardzo dobry strzelecko, nie będzie konkurencyjny w zawodach dynamicznych, jeśli nie trenował tej konkretnej dyscypliny. Nie dlatego, że „źle strzela”, lecz dlatego, że to nie jest jego środowisko działania.
Efektywność nie wynika z techniki, tylko ze środowiska. To samo narzędzie działa inaczej w sporcie, inaczej w działaniach bojowych i inaczej w samoobronie.
Obowiązują tam inne reguły, inna logika poruszania się, inna struktura zadań i inne priorytety. Tak jak bieganie z lufą do tyłu czy pilnowanie “kątów” – rozwala system. To jest oczywiste dla każdego, kto miał styczność z obiema rzeczywistościami.
Dokładnie ten sam mechanizm działa w drugą stronę. Doskonały strzelec dynamiczny, wrzucony w sytuację stresową typową dla realnych działań – czy to operacyjnych, czy ulicznych – nie będzie w stanie osiągnąć wyników znanych z zawodów. Zostanie przeciążony bodźcami, których na strzelnicy nie ma: jak “biegające nołszuty”, czy próba oceny spełnienia przesłanek do użycia broni…
Nawet pomijając samo zagrożenie, już przemieszczanie się, orientacja w przestrzeni by nie wleźć plecami na niezabezpieczony kierunek albo chociaż pójść we właściwą stronę, to jakieś czary.
W obu przypadkach kluczowym problemem jest przeciążenie poznawcze. Człowiek poruszający się w środowisku, którego nie rozumie, musi analizować każdy detal. A to jest albo niemożliwe, albo zbyt czasochłonne, by było skuteczne. Efektywność spada nie dlatego, że ktoś „nie umie strzelać”, lecz dlatego, że musi myśleć o rzeczach, o których inni już nie myślą.
Z tego też powodu myślenie o przyrządach, w samoobronie, to abstrakcja…
Operator w realnym działaniu ogarnia temat na poziomie bardziej strategii niż detali. Ma “wgrany” właściwy “soft” i tyle.
Strzelec sportowy na zawodach nie mierzy się z dezorientacją, niepewnością i realnym zagrożeniem – ale za to porusza się w systemie reguł, który dla operatora bez treningu sportowego byłby z przysłowiowej du…y. Czyli chodzi na innym “sofcie”.
To nie jest kwestia deprecjonowania czyichkolwiek umiejętności. To prosty wniosek: sama technika strzelecka nie kształtuje efektywności. O skuteczności decyduje zdolność poruszania się w określonym środowisku, na określonych zasadach, bez konieczności ciągłej analizy.
Operatorzy mają wiele kompetencji przydatnych w samoobronie – odporność na stres, doświadczenie w walce wręcz, zdolność podejmowania decyzji pod presją. Jednocześnie ich taktyka zespołowa i sposób działania nie przekładają się wprost na rzeczywistość cywilnej samoobrony, która rządzi się innymi uwarunkowaniami sytuacyjnymi.
Podobnie strzelec dynamiczny musi zamienić papierowe tarcze i zasady bezpieczeństwa na działanie wobec realnych ludzi, pośród ludzi, na zupełnie nowych zasadach.
W momencie, w którym zaczynamy się zastanawiać: czy to już, czy jestem gotowy, czy mogę – cofamy się do poziomu laika. Jeżeli w trakcie działania musisz myśleć o podstawowych rzeczach, to znaczy, że jesteś za późno.
Technika jest tylko narzędziem. O skuteczności decyduje to, czy potrafisz działać w danym środowisku, bez analizy.
A to jest dopiero różnica środowiskowa. Dalej dochodzą kwestie czasu, dystansu, poziomu stresu, reakcji instynktownych, działania intuicyjnego i pamięci proceduralnej – czyli obszary, w których technika przestaje być fundamentem, a staje się jedynie narzędziem.
Dlatego samoobrona to inny zasób umiejętności, zoptymalizowany do innego środowiska niż strzelectwo bojowe ofensywne, czy IPSC…
Logiczny wniosek – W drillach można kręcić rekordy świata i nie nadawać się ani na zawody, ani do roboty.
W każdym razie ja tak to widzę.