Jeżeli chcemy mówić o skutecznym strzelaniu w samoobronie, trzeba wreszcie uwzględnić to, co realnie dzieje się z człowiekiem pod wpływem zagrożenia życia – a nie to, jak chcielibyśmy, żeby się zachowywał.
Pod ostrym stresem zmienia się funkcjonowanie całego organizmu. Pojawia się widzenie tunelowe, zawężenie pola uwagi i utrata percepcji szczegółów. Spada dostęp do małej motoryki, a precyzyjne, świadome ruchy przestają być stabilne. Sytuacja przemocy nie daje warunków. Napastnik się porusza, skraca dystans i inicjuje atak. Czas reakcji nie jest liczony w sekundach, lecz w ułamkach sekund.
W takich warunkach kluczem nie jest złożona technika, lecz prosta, intuicyjna reakcja.
Decydujące staje się nie to, jak wygląda technika, ale:
– czy jesteśmy w stanie rozpoznać intencję rozpoczynającego się ataku,
– czy potrafimy czytać zachowanie napastnika zamiast analizować własne ruchy,
– czy nasza uwaga skupiona jest na zagrożeniu, a nie na przyrządach celowniczych.
To wymaga świadomości sytuacyjnej, a nie kolejnych korekt technicznych.
Wymaga budowania umiejętności reakcyjnych, a nie ćwiczenia schematów oderwanych od kontekstu.
Technika, która ma działać w samoobronie, nie może być skomplikowana.
Nie może opierać się na procesach świadomych.
Nie może wymagać warunków, których stres systemowo pozbawia.
Musi być:
– zgodna z preferencjami instynktownymi,
– wsparta intuicją i pamięcią proceduralną,
– odporna na chaos,
– dynamikę i ograniczenia percepcyjne,
– zbudowana wokół reakcji na sposób ataku, a nie wokół samej broni.
Jeżeli szkolenie koncentruje uwagę na technice zamiast na napastniku, będzie produkować dobre wyniki na strzelnicy i słabe rezultaty w realnej przemocy.
Bo w sytuacji zagrożenia życia człowiek nie wygrywa dzięki temu, jak strzela.
Wygrywa dzięki temu, jak rozpoznaje zagrożenie i jak szybko na nie reaguje.