Ostatnio wrzucałem komentarz do pewnego amerykańskiego filmu i znowu trafił mi w ręce ciekawy materiał o słynnej już antycypacji. Sam w sobie to świetny film instruktażowy o technice i biomechanice, jeden z lepiej tłumaczących te zjawiska. Z innej perspektywy daje on mocny argument do krytyki jako metody strzelań defensywnych, a myślę, że bojowych w dużej mierze też.
Autor mówi o małej i dużej motoryce, o wyizolowaniu pracy palca wskazującego i mocno podkreśla znaczenie np. małego palca…
Materiał doskonale pokazuje naturalny mechanizm działania dłoni, a jednocześnie sugeruje, że powinniśmy z tego mechanizmu wyizolować elementy stabilizujące broń. Padają słowa o niezbędnej kontroli, która ma zapobiec automatyzmom ruchowym. Mowa jest o kontroli siły i płynności, bo to wpływa na synergię ruchu palców. Choć nie wspomina o ruchu prostującym nadgarstek w typowym chwycie oburącz, a przecież biomechaniczna zależność również tu będzie działać. Całkowicie pominięto również synchronizację obu ramion i efekt gwałtownych napięć ręki wspomagającej, które wpływają na zjawisko przesunięcia przestrzelin w efekcie sprzężenia reakcji motorycznych.
Według autora, żeby nie zrywać strzałów, trzeba unikać gwałtownych napięć, dużej siły, kontrolować płynność ruchu i zwrócić uwagę na mały palec. I tak – dla strzelca wyczynowego, który buduje nawyki czuciowo-ruchowe przez kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy strzałów rocznie – jest to logiczne i wymaga ogromnej pracy.
Natomiast jeżeli chodzi o samoobronę, to jest dokładnie na odwrót. W sytuacjach bliższych realiom zagrożenia życia, nawet w prostych ćwiczeniach FoF, widać, jak absurdalne staje się takie podejście. Podobnie wygląda to przy zderzeniu z praktyką przeciętnej służby mundurowej, gdzie jest jakby inna rzeczywistość treningowa.
Bo chciałbym zobaczyć tę izolację w akcji typu Sanok.
– „To nie ma prawa się udać.”
Nie brakuje oczywiście instruktorów, którzy tę wiedzę kopiują i kolportują na swoich kanałach, propagując ją jako zaawansowane techniki bojowe, często krytykując ludzi związanych zawodowo z tematem za ich brak „techniki”. I tu ironia nieco cieszy. Bo tu dochodzimy do sedna.
Paradoks: autor (zgodnie z powszechnymi trendami – sport i bojowe to to samo) podkreśla kontrolę, precyzję i małą motorykę, zwracając uwagę na najnowszą wiedzę w zakresie biomechaniki, jednocześnie ignorując badania w zakresie jej działania na poziomie neurofizjologicznym. A ta mówi jasno, że są to właśnie te elementy, które przestają działać, jeżeli chodzi o motorykę i kontrolę w stanach zagrożenia życia. Jakby tego było mało, musimy pamiętać jeszcze, że pominięto tu aspekt balansu ostrością wzroku i związanej z nim percepcji, czyli jednoczesnej analizy przyrządów celowniczych i celu (bo niezwiązany ze zrywaniem strzałów).
Dlatego w mojej ocenie techniki użycia broni w samoobronie powinny być bliższe użyciu młotka niż operacji na otwartym sercu. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, żeby młotka używać z dużą wprawą i precyzją. Dlatego też myślę, że sport i samoobrona to dwie skrajnie różne rzeczy. Inne cele, inne środki, inne metody treningowe.
Z tej perspektywy technika strzelań obronnych, im bardziej intuicyjna i prosta, będzie łatwiejsza w nauczaniu i mniej zawodna w realu. A warto też pamiętać, że badania raczej wskazują na brak skuteczności zaawansowanych technik „na ulicy” niż odwrotnie!
Mad Leaf
A Wy jak uważacie?