Pewnie część z was leży teraz gdzieś w słonku na leżaczkach, popijając tequilę, więc podrzucę wam taką lżejszą lekturę na niedzielne popołudnie.
Konfrontacja broni z nożem to temat, który w środowisku strzeleckim bardzo często jest upraszczany. Wiele osób zakłada, że skoro masz pistolet, a ktoś inny nóż, to sprawa jest oczywista. W praktyce jednak tak nie jest.
Trzeba zrozumieć jedną rzecz. Nóż w realnym ataku jest cały czas w ruchu – i to bardzo gwałtownym. Nie pracuje się nim na wyprostowanej ręce jak na wielu treningach. To jest obraz z treningów, a nie z realnej przemocy. W rzeczywistości nóż działa intuicyjnie – szybko, agresywnie, w ciągłym ruchu. Nie trzeba się zatrzymywać, stabilizować ani „ustawiać”, żeby trafić. Dlatego nóż jest narzędziem trudnym do przejęcia i zablokowania. Działa w każdym dystansie i w każdej płaszczyźnie – od wyciągniętej ręki aż do zwarcia. I przede wszystkim to nożownik wyznacza dystans, który jest dla niego wygodny.
Problem polega na tym, że broń palna, w powszechnie obowiązującym systemie treningu, działa dokładnie nieadekwatnie w odniesieniu do jednego środowiska..
Żeby była skuteczna, zwykle potrzebuje dystansu, czasu i pewnej stabilizacji. Nawet nie mówię o przyrządach. Technika skupiona na precyzji przy dużej dynamice, braku czasu i małym dystansie po prostu przestaje działać.
Ograniczenia wynikające z minimalnego dystansu, czasu potrzebnego na dobycie i potrzeby stabilizacji sprawiają, że w wielu realnych sytuacjach broń nie może być użyta tak, jak uczymy się tego na strzelnicy.
Jeżeli atak zaczyna się bardzo blisko, instynktowna reakcja na zagrożenie życia często w ogóle uniemożliwia użycie broni. Organizm reaguje ruchem, obroną, walką o przestrzeń. W takich warunkach postawa oburącz na wyciągniętych rękach po prostu nie istnieje.
Dlatego gdy dystans skraca się do bezpośredniego kontaktu, użycie broni zaczyna przypominać pracę narzędziem w walce wręcz – intuicyjnie, gwałtownie, często jednoręcznie, w ruchu, z reakcją na próbę przejęcia broni i walką o dystans. To jest możliwe tylko wtedy, kiedy ktoś potrafi posługiwać się bronią intuicyjnie, a nie wyłącznie w statycznym schemacie.
Natomiast jeżeli atak zaczyna się z pewnego dystansu, w wyniku eskalacji agresji, przepychanki czy odepchnięcia, wtedy świadomość sytuacyjna daje ogromną przewagę. Można przewidzieć rozwój sytuacji, przygotować się i skrócić czas reakcji związany z dobyciem broni.
Dopiero powyżej 5-7 metrów część rzeczy wyuczonych na strzelnicy zaczyna mieć realne zastosowanie. Ale stres i presja czasu nasuwają kluczowe pytania:
Czy masz w głowie „wydrukowane” typowe ataki, żeby nie musieć ich analizować w trakcie?
Czy potrafisz rozpoznać wzorzec przemocy w momencie, kiedy się zaczyna?
Czy masz przygotowane odpowiedzi na typowe scenariusze, czy dopiero będziesz próbował zrozumieć sytuację i dopiero wtedy wymyślać reakcję?
Czy posiadasz umiejętności walki wręcz z nożownikiem w bezpośrednim kontakcie, kiedy zabraknie czasu?
Czy potrafisz walczyć wręcz mając broń w ręku, kiedy do jej dobycia doszło chwilę wcześniej?
Bo realna przemoc dzieje się szybko, blisko i chaotycznie.
W przeciwnym razie najlepszy skill obciążony zwłoka decyzyjna do niczego się nie przyda.
A na tym „komfortowym dystansie” pojawia się jeszcze jedno pytanie – już nie treningowe, tylko prawne: czy powyżej 5-7 metrów broń biała stanowi bezpośrednie zagrożenie życia?
Jeśli ktoś tego nie rozumie, to właściwie nie ma o czym rozmawiać.
Ciekawym aspektem tych rozkmin jest też użycie coraz bardziej popularnej maczety. Jest równie niebezpieczna, ale jej długość, większa bezwładność i fakt, że trudniej ją ukryć, powodują, że ataki są bardziej sygnalizowane. To daje więcej czasu na reakcję – zarówno w walce wręcz, jak i przy użyciu broni z większego dystansu. Warto ten element również wpleść w trening FoF. Bo to buduje zasoby realnych umiejętności.
Dlatego w realnym świecie nie wygrywa ten, kto lepiej wygląda na strzelnicy.
Wygrywa ten, kto najwcześniej rozpozna zagrożenie, zrozumie dystans i zacznie działać zanim przeciwnik przejmie inicjatywę.