Obejrzałem film o technice strzelania — ponad milion odsłon. Gość tak taktyczny, że bardziej się nie da. Na pistolecie miał wszystko, co tylko można było do niego przyczepić. Technika tak skomplikowana, że trzeba sprawdzać słowa w słowniku…
Antycypacja strzału, kontrola tonusu małego palca i kciuka ręki wiodącej przy rozluźnieniu pozostałych… Biomechanika układu ramion, ergonomia ruchu, zginanie palca na spuście tylko między pierwszym a drugim paliczkiem… Kolimatory, target focus, power grip, kontrasty, tryty, światłowody, kompensatory, latarki o takiej mocy, że można grzyby suszyć… A dobry set do Glocka to pół wypłaty.
Potem patrzysz w ankiety, badania, analizy funkcjonariuszy — od początku lat 80., kiedy zaczęto to weryfikować — i wychodzi około 35% skuteczności. I cały czar pryska. Bez zmian do dziś.
W sumie podobnie jak na Dzikim Zachodzie — tam szacuje się efektywność na jakieś 25%. Przy strzelaniu bez przyrządów, z jednej ręki, w warunkach dalekich od komfortu i z pociskami o balistyce wozu z sianem…
I weź teraz powiedz komuś, że w samoobronie nie kolimator gra pierwsze skrzypce. Wyjść na strzelnicę bez kolimatora, kompensatora, z klamotem w skórzanej kaburze, bez pasa udowego i spustu Timneya… No „wieś tańczy i śpiewa” a la lata 80. Równie dobrze można pójść postrzelać w spodniach w kratę.
Tymczasem nic nie wskazuje na to, że ten cały współczesny sznyt ma realny wpływ na skuteczność działania w sytuacjach obronnych.
Polecam artykuł z 2018 roku na Force Science (link do artykułu) o typowej skuteczności. I co ciekawsze – do dziś trudno znaleźć informacje, że coś się zmieniło w danych nowojorskiej policji sprzed kilkunastu lat:
NYPD Annual Firearms Discharge Report 2006-2011
NYPD SOP-9 Firearms Discharge Analysis
Skuteczność:
Do 2 m: ~36%
Do 7 m: 18-20%
Powyżej 7 m: 8-10%
W sytuacjach naprawdę dynamicznych: 5-6%
Wszystko wskazuje na to, że te magiczne techniki i gadżety pozostają bez większego wpływu na wyniki osiągane pod presją. Warto przypomnieć: mówimy o trafieniu około 4 pociskami z 10 w ogóle, a nie w kultową alfę na strzelnicy.
Problem w tym, że FoF prawie nikt nie robi, a wiedza o realnym działaniu człowieka w stanie zagrożenia życia w środowisku strzeleckim praktycznie nie istnieje. Dlaczego kluczowe aspekty jak realia i stres nie są brane pod uwagę? Bo to odziera z poczucia kontroli i pokazuje, jak dużo pracy trzeba włożyć, żeby jedynie zwiększyć swoje szanse — szczególnie jeśli mówimy o samoobronie i niepewnych czasach.
Mad Leaf
PS. Jeśli ktoś ma materiały, które mogą podważyć postawioną tu tezę – będę wdzięczny