26
W świecie walki nie ma miejsca na sentymenty. Ale jest miejsce na szacunek – zarówno do tradycji sportów walki, jak i do systemów tworzonych z myślą o realnym przetrwaniu. Z szacunkiem, ale też z mocną tezą, piszę ten tekst.
Ostatnio trafiłem na filmik, który – nie kryję – sprowokował mnie do napisania tego artykułu. Autor, z wyraźnym przekonaniem, podważał sens istnienia systemów samoobrony, nazywając je „ściemą”.
Zrobił to z (chyba)pozycji zawodnika sportów walki – co samo w sobie nie byłoby problemem, gdyby nie fakt, że jego wypowiedź zdradzała całkowite niezrozumienie tego, czym jest walka poza ringiem.
Moja opinia nie bierze się z YouTube’a a wielu lat weryfikacji teorii w praktyce. Mam czarny pas w kick-boxingu i stopień instruktorski oraz brązowy pas Kyokushin karate. Jestem instruktorem i posiadaczem stopnia mistrzowskiego w Krav Maga. Przeszedłem przez dziesiątki seminariów, szkoleń, a przede wszystkim – kilkanaście lat pracy w jednostce specjalnej Wojska Polskiego, również jako instruktor walki wręcz.
Nie mam nic przeciwko sportom walki. Wręcz przeciwnie – sam jestem ich produktem. Sport buduje dyscyplinę, ciało, charakter. Nauczy cię cierpliwości, kontroli, pokory. Ale sport nie przygotuje cię na chaos, brud, agresję i strach, które towarzyszą prawdziwej walce – tej, której nie poprzedza gong ani regulamin.
Sport to system kontrolowanej przemocy. Samoobrona – to sztuka przetrwania w niekontrolowanym środowisku. W badaniach psychofizjologicznych udowodniono, że realne sytuacje zagrożenia uruchamiają inną dynamikę neurobiologiczną niż walka sportowa (Van der Kolk, The Body Keeps the Score, 2014). Kortyzol, adrenalina i ograniczenie aktywności kory przedczołowej przekładają się na silniejszy wpływ instynktownych reakcji i trudności w racjonalnym podejmowaniu decyzji (Arnsten, 2009).
W psychologii stresu mówi się o reakcji “fight-flight-freeze”, która radykalnie zmienia fizjologię i możliwości motoryczne ciała (Bracha, 2004). Nawet doświadczony zawodnik sportowy, bez wcześniejszego treningu reakcji na stres o charakterze egzystencjalnym, może doświadczyć tzw. paraliżu decyzyjnego.
Nie każdy system samoobrony jest dobry. To prawda. Jest wiele szkoleń prowadzonych przez ludzi bez doświadczenia, bez kręgosłupa, za to z doskonałym marketingiem. Ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Krav Maga, Defendo, Combatives – te systemy tworzone były z myślą o ludziach, którzy mają walczyć i przeżyć, nie zdobywać punkty.
W literaturze taktycznej i psychologicznej podkreśla się znaczenie treningu sytuacyjnego, czyli opartego na scenariuszach, stresorach i presji czasowej. Grossman i Christensen (2004) w książce On Combat podkreślają, że tylko systemy szkoleniowe bazujące na realistycznym odwzorowaniu stresu pola walki prowadzą do skutecznej adaptacji psychofizycznej.
Szkolenia systemowe kładą nacisk nie tylko na technikę, ale na decyzyjność, reakcje instynktowne, adaptację, a także automatyzację działań w warunkach wysokiego pobudzenia. To nie technika ratuje życie – to twoje zachowanie w chaosie.
Sport ma swoje reguły. Ulica ich nie ma. Na ringu nikt nie trzyma cię za kurtkę, nikt nie łapie twojego dziecka za włosy, nikt nie wchodzi ci z nożem pod żebra. W sportach walki ryzyko jest kontrolowane – w samoobronie jest brutalne, nieprzewidywalne i często kończy się życiem albo śmiercią.
Nie znaczy to, że sportowcy są bezużyteczni na ulicy. Wręcz przeciwnie — dobry zawodnik może poradzić sobie świetnie, jeśli tylko uświadomi sobie, że musi „przestawić głowę”. Ale zawodnik, który nigdy nie uderzał w gardło, nie bronił się przed duszeniem zza pleców w ciemnej klatce schodowej, który nie wie, jak działa człowiek pod wpływem narkotyków, ma tylko część potrzebnych kompetencji.
Badania z zakresu interwencji policyjnych (Blumberg, Schlosser & Papazoglou, 2019) pokazują, że przeciwnik pod wpływem substancji psychoaktywnych wykazuje brak typowych reakcji bólowych, nadmierną siłę i opóźnione reakcje – co czyni klasyczne techniki sportowe nieskutecznymi.
Co do sportu… Coraz mniej jest dzisiaj prawdziwych sal treningowych. Tych, gdzie sparing oznaczał prawdziwy sprawdzian, a nie pozowane ćwiczenie pod kamerę. Dzisiaj sport staje się coraz bardziej instagramowy. Bezpieczny. Przyjazny. Z dopaminą po 45 minutach cardio z workiem. Ale gdzieś po drodze gubi się istota walki – ta pierwotna, nieoszlifowana, nieestetyczna.
Zjawisko to opisuje m.in. prof. Michael Atkinson w książce Deconstructing Men & Masculinities in the Gym (2011), wskazując, że współczesna komercjalizacja treningu fizycznego prowadzi do zacierania granic między realnym przygotowaniem bojowym a lifestyle’ową aktywnością zorientowaną na wygląd i chwilową satysfakcję neurochemiczną.
Ten tekst nie jest atakiem. Jest zaproszeniem do rozmowy – i do głębokiej refleksji. Jako człowiek z doświadczeniem w jednostkach specjalnych, jako instruktor, jako zawodnik i praktyk, apeluję: przestańmy udawać, że wiemy wszystko tylko dlatego, że umiemy kopać wysokie mawashi. Przestańmy też wyśmiewać ludzi, którzy przygotowują się na najgorsze – tylko dlatego, że nie mają rekordów walk w MMA.
Bo kiedy przyjdzie prawdziwe zagrożenie – nie będzie sędziów. Nie będzie sekundantów. Nie będzie reguł. Będzie instynkt, strach, adrenalina i przemoc. I wtedy nie wygra najładniejszy technicznie. Wygra ten, kto wie, że przemoc nie jest grą.
I na koniec – najważniejsze: sportu nie trzeba niszczyć, żeby mówić prawdę o systemach walki. Ale systemów walki też nie trzeba ośmieszać, żeby poczuć się lepiej ze swoją sportową pozycją. Obie drogi mają sens. Ale tylko wtedy, gdy mamy odwagę zobaczyć całość – nie tylko własne odbicie w lustrze sali treningowej.
Zapraszam na szkolenie
INSTYNKT VS INTUICJA