Któryś raz już spotykam się na wydarzeniach około strzeleckich z wykładami psychologicznymi dotyczącymi tego, jak oddychać w stresie. Nie chcę nikogo oczywiście urazić, bo temat oddychania w pewnej mierze jest na temat. Metody oddechowe mogą mieć znaczenie w regulacji napięcia czy w przygotowaniu do działania.
Problem polega jednak na tym, że z perspektywy samoobrony mówimy o zupełnie innym rodzaju stresu.
Psychologia stresu najczęściej opisuje reakcje związane z napięciem i obciążeniem psychicznym pojawiającym się przed sytuacją zagrożenia lub po jej zakończeniu – a więc w momentach oczekiwania, napięcia, analizy zdarzeń czy ich konsekwencji. Nawet jeśli pojawiają się w nich hormony stresu – adrenalina, noradrenalina czy kortyzol – są one jedynie pochodną reakcji fizjologicznej, która w swojej naturze wywodzi się z mechanizmu zagrożenia życia, lecz występuje w znacznie niższym natężeniu.
Oczywiście w psychologii mówi się o mechanizmie „walcz albo uciekaj”. Jest on powszechnie przywoływany jako wyjaśnienie reakcji stresowej człowieka. Problem polega jednak na tym, że najczęściej omawia się go w kontekście stresu bojowego poprzedzającego zdarzenie lub pojawiającego się po nim, a więc takiego, który nadal pozostaje w pewnym stopniu pod kontrolą świadomości.
W kontekście samoobrony kluczowy jest jednak inny moment. Nie czas poprzedzający zdarzenie i nie jego następstwa, ale ten krótki fragment pomiędzy nimi – moment bezpośredniego zagrożenia życia. Stan o ekstremalnym natężeniu reakcji fizjologicznej, w którym organizm funkcjonuje w trybie skrajnej mobilizacji układu nerwowego.
I to właśnie ten moment jest kluczowy z punktu widzenia metodyki strzeleckiej.
Tymczasem powszechnie omawiana psychologia stresu w praktyce prawie go nie dotyczy. Koncentruje się na regulacji napięcia przed zdarzeniem albo na radzeniu sobie z jego skutkami po wszystkim, ale nie opisuje realnego funkcjonowania człowieka w trakcie kilku sekund walki o życie. A w takim stanie ograniczenia psychomotoryczne są nieporównywalnie większe. Zawężeniu ulega percepcja, spada zdolność precyzyjnej kontroli ruchów, a wiele procesów przechodzi z poziomu świadomego sterowania na poziom reakcji bardziej instynktownych i automatycznych.
Dlatego mówienie o oddychaniu „na cztery” w trakcie kilku sekund realnej walki o życie brzmi z perspektywy praktycznej dość abstrakcyjnie. W tym momencie organizm nie działa już w trybie świadomej regulacji napięcia, tylko w trybie przetrwania. Konsekwencje tego są bardzo konkretne.
Ograniczenia psychofizyczne w stanie bezpośredniego zagrożenia życia są często oceniane w sposób nieadekwatny, a kluczowy czynnik zmieniający sposób funkcjonowania człowieka w praktyce bywa pomijany przy projektowaniu techniki i metodyki strzeleckiej.
W efekcie buduje się również pewne złudne przekonanie. Jeśli omawia się jedynie stres w jego łagodniejszym, kontrolowalnym wymiarze, powstaje wrażenie, że właśnie na takim poziomie on funkcjonuje. Skoro tak, to można go regulować oddechem i zachować nad nim świadomą kontrolę. Pomija się natomiast poziom stresu ekstremalnego i jego konsekwencje.
Tymczasem w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia dochodzi do nieuchronnych zmian w funkcjonowaniu naszej neurologii i fizjologii. Są one naturalne, powtarzalne i w dużej mierze niezależne od naszej woli. Organizm przechodzi w tryb przetrwania, który radykalnie zmienia sposób percepcji, działania i kontroli ruchu.
Jeżeli nie uwzględni się tego poziomu reakcji stresowej, trudno zrozumieć zjawisko powszechnie obserwowane w praktyce – drastyczny spadek skuteczności użycia broni w realnym stresie.
Co więcej, bez tej świadomości trudno również wyciągnąć wnioski metodyczne. Można obserwować, że skuteczność spada, ale nie sposób odpowiedzieć na pytanie, co z tym zrobić.
A przecież ograniczenie małej motoryki oraz przejście z działania świadomego na poziom reakcji bardziej automatycznych i neuroproceduralnych jest dobrze znanym zjawiskiem fizjologicznym w sytuacji zagrożenia życia.
Trudno więc nie zauważyć, że pozostaje ono w wyraźnym napięciu z dominującym modelem techniki strzeleckiej, który w dużej mierze wywodzi się ze strzelectwa sportowego i opiera się na precyzyjnej kontroli ruchu oraz świadomym sterowaniu działaniem w stabilnym, przewidywalnym środowisku.
W efekcie pomijanie tego krótkiego, ale kluczowego momentu bezpośredniego zagrożenia życia prowadzi do zatarcia najważniejszego aspektu funkcjonowania człowieka w stresie. Psychologia koncentrująca się głównie na czasie poprzedzającym zdarzenie oraz na jego następstwach opisuje reakcję stresową w sposób niepełny.
Powstaje obraz rzeczywistości, w którym stres jawi się jako zjawisko wciąż pozostające w pewnym stopniu pod kontrolą świadomości – a więc takie, które można regulować oddechem, koncentracją czy świadomą kontrolą działania.
Tymczasem kluczowy moment samoobrony przebiega w zupełnie innym reżimie neurofizjologicznym. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia dochodzi do nieuchronnego przejścia z działania świadomego na działanie w znacznie większym stopniu automatyczne i neuroproceduralne. Ograniczeniu ulega mała motoryka, zmienia się percepcja i sposób podejmowania decyzji, a organizm funkcjonuje w trybie przetrwania.
Pomijanie tego zjawiska prowadzi do powstania swoistej alternatywnej interpretacji stresu, która nie uwzględnia fundamentalnych ograniczeń wynikających z neurobiologii zagrożenia życia. W konsekwencji kluczowy czynnik wpływający na skuteczność działania człowieka w sytuacji realnego zagrożenia – czyli przejście z kontroli świadomej do działania neuroproceduralnego – zostaje pominięty lub zredukowany do marginalnego znaczenia.
A przecież to właśnie ten moment w największym stopniu determinuje realną skuteczność użycia broni. Pomijanie go nie tylko utrudnia zrozumienie spadku skuteczności działania w stresie, ale również uniemożliwia wyciągnięcie właściwych wniosków metodycznych.
W efekcie powstaje model szkolenia oparty na założeniach, które pozostają w wyraźnej sprzeczności z tym, co dość jednoznacznie opisuje współczesna neurobiologia reakcji na zagrożenie życia. Bo to właśnie te kilka sekund kontaktu ze śmiercią wyznacza rzeczywiste środowisko działania człowieka – a nie czas, w którym jeszcze wydaje nam się, że mamy nad sytuacją pełną kontrolę. A wyciągnięcie wniosków z tego wynikających dla techniki i metodyki strzeleckiej to temat na całkiem opasłą książkę.