Home StrzelectwoZasady teorii gier. Naga prawda o strzeleckiej perfekcji.

Zasady teorii gier. Naga prawda o strzeleckiej perfekcji.

Personal - Defence

Coraz więcej strzelców i „speców od noża” buduje dziś swój wizerunek w samoobronie na rolkach z drilli. Skomplikowane sekwencje. Szybkie przejścia. Perfekcyjne czasy. Kamera, stoper, tablica wyników. Im szybciej, tym lepiej. Wygląda bojowo. Dobrze się klika. Dobrze się sprzedaje. Tylko że to, co wygląda „bojowo” w social mediach, bardzo często nie ma żadnego realnego związku z przemocą, z którą człowiek może się zetknąć poza strzelnicą czy salą treningową.

Nie neguję treningu technicznego. Drill jest narzędziem. Sam z nich korzystam. Problem zaczyna się w momencie, gdy drill zaczyna być sprzedawany jako dowód gotowości bojowej. Bo drill to środowisko laboratoryjne. A przemoc to chaos.

Drill odbywa się w warunkach znanych, powtarzalnych i kontrolowanych. Układ jest znany. Bodziec jest znany. Kolejność ruchów jest znana. Mózg nie musi podejmować decyzji. Odtwarza zaprogramowany schemat ruchowy. To jest odtwarzanie wzorca, a nie reagowanie na nieprzewidywalną sytuację.

Realna przemoc wygląda zupełnie inaczej. Nie ma zapowiedzi bodźca. Nie wiesz z której strony przyjdzie atak. Nie wiesz, czy napastnik będzie jeden, czy będzie ich kilku. Nie wiesz, czy ktoś krzyknie, czy ktoś cię złapie od tyłu, czy pojawi się osoba trzecia. Dochodzi presja odpowiedzialności prawnej, presja emocjonalna, strach o własne życie albo o bliskich. Dochodzi chaos sensoryczny. Hałas, krzyk, tłum, noc, ograniczona widoczność. Do tego dochodzą zaburzenia percepcji pod wpływem stresu. Tunel widzenia, wycięcie słuchu, zniekształcone poczucie czasu.

Neurobiologia stresu jest tu bezlitosna. W sytuacji zagrożenia spada precyzja motoryki małej. Ruch robi się sztywniejszy. Pojawia się zjawisko zamarcia decyzyjnego. Czas reakcji nie jest już tylko czasem mięśni, ale czasem mózgu zalanego kortyzolem i adrenaliną. Drill mierzy sprawność w warunkach kontroli. Przemoc testuje zdolność działania w warunkach utraty kontroli. To są dwa różne światy.

Tu wchodzi moja kluczowa teza oparta na statystyce i teorii gier liczbowych. To, co widzisz w internecie, to nie jest „realny poziom wykonania”. To jest najlepszy możliwy wynik z wielu prób. Jeżeli ktoś wykonał dany drill pięćdziesiąt razy, to statystycznie część prób wyjdzie słabo, część przeciętnie, kilka bardzo dobrze, a jedna wyjdzie idealnie. I dokładnie ten jeden idealny przejazd trafia do sieci. Reszta ląduje w koszu.

To jest klasyczny błąd selekcji danych. Pokazuje się maksimum z rozkładu wyników i sprzedaje jako normę. Odbiorca widzi perfekcję, ale nie widzi rozrzutu wyników. Tyle że w realnym świecie nie liczy się najlepsza próba. Liczy się to, co zrobisz w najbardziej prawdopodobnym wariancie pod presją. A często liczy się to, co zrobisz w swoim najsłabszym momencie.
Statystyka jest tu brutalna. W stresie nie działasz jak na najlepszym treningu. Działasz jak w najgorszym momencie dnia. Pod największą presją. Z największym chaosem w głowie. Marketing drilli sprzedaje ludziom iluzję skuteczności opartą na jednym wyselekcjonowanym przypadku. To nie jest gotowość bojowa. To jest highlight pod algorytm.

Do tego dochodzi błąd hazardzisty i złudzenie kontroli znane z psychologii decyzji i teorii gier. Jeżeli ktoś setki razy wykonał drill w kontrolowanych warunkach, mózg zaczyna wierzyć, że skoro wychodziło dziewięćdziesiąt razy, to wyjdzie też w realu. Problem w tym, że realna przemoc nie jest kolejną próbą tego samego zadania. To jest zupełnie inna gra. Inne reguły. Inna dynamika. Inny koszt błędu.

W treningu błąd oznacza frustrację. W realnej przemocy błąd oznacza uraz, kalectwo, więzienie albo śmierć. To nie jest ta sama plansza. To nie jest ta sama stawka. To nie jest ta sama gra.
Dlatego realną wartość w samoobronie ma nie to, co wygląda efektownie w jednym perfekcyjnym przejeździe pod kamerę, tylko to, co działa przy niskiej precyzji, przy ograniczonej percepcji, przy opóźnionym czasie reakcji, przy błędach decyzyjnych. To, co działa wtedy, gdy nie trafisz idealnie i gdy przeciwnik nie zachowa się tak, jak w scenariuszu treningowym.
Sensowne szkolenie nie polega na biciu rekordów czasowych. Sensowne szkolenie polega na treningu decyzyjnym, pracy na bodźcach losowych, pracy pod obciążeniem poznawczym, w zmiennych warunkach oświetlenia, dystansu i pozycji. Polega na pracy na błędzie, a nie na pokazywaniu perfekcyjnego przejazdu. Drill jest narzędziem. Nie jest dowodem skuteczności w przemocy.

Nie mam problemu z tym, że ktoś kręci rolki. Mam problem z tym, że ludzie sprzedają to jako dowód „bojowości” i „realnej gotowości”. Perfekcyjna rolka nie pokazuje, jak ktoś zachowa się, gdy przeciwnik ruszy nie tak jak w scenariuszu, gdy pojawi się trzeci bodziec, gdy ktoś krzyknie, gdy zawęzi się pole widzenia, gdy ręce zaczną się trząść, a głowa zaliczy pustkę decyzyjną.
Marketing pokazuje jeden idealny przejazd z całej krzywej rozkładu wyników. Rzeczywistość weryfikuje średnią i dół tej krzywej. A bardzo często weryfikuje najgorszy dzień w twoim życiu.
To nie jest hejt na ludzi od drilli. To jest przywracanie proporcji. Drill jest narzędziem treningowym. Nie jest dowodem gotowości bojowej. I na pewno nie jest gwarancją przetrwania w realnej przemocy.

Jeśli ten materiał daje Ci do myślenia, to znaczy, że dotyka realnych problemów bezpieczeństwa, a nie ładnych bajek pod kamerę. Polub ten post, udostępnij dalej i puść go w obieg, bo im więcej ludzi zrozumie różnicę między treningiem a rzeczywistością przemocy, tym mniej będzie naiwnych decyzji w krytycznych momentach. Jeśli chcesz wejść głębiej, sięgnij po moją książkę „Instynkt vs…”, gdzie rozkładam te mechanizmy na czynniki pierwsze, bez marketingowej ściemy. A jeśli chcesz nie tylko czytać, ale realnie podnieść swoje bezpieczeństwo, zapisz się na szkolenia Instynkt vs Paragraf, City Jungle oraz Bezpieczna Kobieta. To nie są kursy pod lajki, tylko konkret pod realne sytuacje.

Podobne wpisy

Zostaw komentarz